czwartek, 16 października 2014

#560; Mimozami

Jesień przyszła dopiero dzisiaj albo ja ją dopiero dzisiaj zauważyłam.
Definitywnie trzeba przestać nosić balerinki, zmienić garderobę na tą ciut cieplejszą, a wszelkie odzienia wierzchnie trzeba zacząć zapinać i to możliwie szczelnie, a nie tylko nonszalancko narzucać na ramiona. Nie uległam jesienno-zimowemu marketingowi i nie pobudzam się do życia kawą na wynos zakupioną w piekarni na rogu. A już w ogóle - w żadnym wypadku! - nie wybieram się do Starbucksa na Pumpkin Spice Latte. Nie obkupiłam się czekoladą i ciasteczkami Oreo, żeby sobie polepszyć humor i w miłym towarzystwie nieprzyzwoitej dawki cukru móc sobie wieczorem przeglądać Tumblr. Kupiłam sobie za to dwie pary skarpetek i dużą filiżankę do kawy w kolorze kości słoniowej. 

Z okazji jesieni posprzątam może w pokoju. Wreszcie przestawię ten regał na drugą ścianę, wstawię jeszcze dwa prania i w jakimś sensownym porządku uporządkuję wszystkie szpargały. 

Dopadło mnie Życie (pisane wielką literą) w krystalicznej postaci, bo oto dopiero teraz dotarła do mnie powaga sytuacji. Coś, co skutkowało nerwową atmosferą i odczuwalnym stresem wśród domowników pod koniec września, ja zrozumiałam dopiero teraz. Oto znajduję się w przemiłym i uroczym miasteczku, gdzieś na Wschodzie Niemiec. Oto mam inną odpowiedź na pytanie, co robię, co studiuję i gdzie tak w ogóle się podziewam. Teraz nie mogę się już tytułować żadnym programem, nie identyfikuję się z żadnym hasłem typu Erasmus, Plus, Mundus, nie jestem studentką z Japonii, nie biorę udział w żadnym programie wolontariackim. Po prostu sobie jestem. Niezależnie i na własną rękę. 

Ale bardzo się cieszę. To miłe uczucie radości, które towarzyszyło mi tutaj już w zeszłym roku. Że ta kamienica taka ładna, że w łazience jest okno, że jest przepiękna drewniana podłoga, a współlokatorzy witają się słowami "Hallöchen" lub "Halli Hallo". Błogość. 

Brak komentarzy: