wtorek, 28 października 2014

#563

Postanowiłam zacząć się wyprowadzać do biblioteki bądź w inne ustronne miejsca, w których przesiadywanie będzie miało na celu produktywność. Siedzenie w domu jest też całkiem przyjemne, a i wspomniana produktywność postępuje odkąd mam stół, ale mimo wszystko za często rozpraszają mnie rzeczy typu rozmowy na Skype (och, skajpuję na pełen etat), robienie kawy i wieczne układanie rzeczy w pokoju.

Uważam to za dobry znak, że każdy mój taki wypad owocuje przynajmniej wpisem tutaj.

Równo miesiąc temu przyjechałam do Halle, o czym przypomina mi mój jednostajnie malejący stan konta, a także brak środków na karcie do telefonu, a Vodafone przecież po równo 30 dniach domaga się ponownego doładowania. Chodziłam z rękoma w kieszeni i podglądałam to miasto w pierwszych chłodnych dniach tego roku. To te same miejsca. Te same wystawy. Ten sam tramwaj, jeżdżący tą samą trasą. Niekiedy nawet te same twarze. Ten sam koleś o wyglądzie cwaniaczka stojący na rogu ulicy ze słuchawkami w uszach usilnie wciskający przechodniom ulotki indyjskiej restauracji w dłonie. W bibliotece te same twarze. Sąsiadka z góry. Trudno się czasem oprzeć myślom, że niby nic się nie zmieniło, a jednak tak dużo. Ostatni raz jak byłam w tej bibliotece, w której jestem teraz, starając się pisać pracę z pragmatyki w wielkiej rozpaczy, zrobiłam sobie przerwę ok. 15 i poszliśmy zjeść obiad do tej miłej miejscówki nad rzeką. I jakiś głupi, złośliwy głos mówi "no to już se nie zadzwonie", ale nie jestem przecież Taylor Swift i nie rusza mnie to. Rusza mnie wspólna przyszłość i snucie planów z wyprzedzeniem na najbliższe miesiące. I obowiązkowe słuchanie wiadomości w radiu, kiedy związek maszynistów planuje znów strajkować. Od nich bowiem w dużej mierze zależy moje szczęście.
Od maszynistów:)

1 komentarz:

Karolina Gerlich pisze...

Wczoraj dzwonił do nas zrozpaczony kolega, który dojeżdża kilka razy w tygodniu do pracy z Frankfurtu nad Odrą i nagle okazało się, że w czwartek już nie dojedzie, poprosił o nocleg. Śmialiśmy się, że strajk miał dzielić a łączy :P