niedziela, 18 stycznia 2015

#568; 2015

Cieszę się na nowy rok, bo z każdym kolejnym poniekąd umacnia się moja pozycja. Coraz mniej jestem dzieckiem, gówniarą, a coraz bardziej dorosłą, coraz bardziej samodzielną osobą. Nie zauważyłam za bardzo, kiedy przyszedł, bo miałam przyjemność spędzać sylwestrową noc na Polach Elizejskich. Z tejże okazji wyświetlali instalacje wideo, po czym nastąpił ogromny napis "2015", symboliczne fajerwerki (same ładne, te takie jasne rozlewające się na całe niebo i spadające w slow motion) i koniec. Nie było odliczania, żadnej, choćby i śladowej ekscytacji, jejku, jejku, to już, to zaraz.

2014 to bezwzględnie najlepszy rok w moim życiu. Tyle wspaniałych rzeczy się wydarzyło. Pamiętam wszystkie bardzo dokładnie, ale nie będę rozpamiętywać - teraz skupiam się na tym, żeby kolejny rok był tak samo udany.

Rzuciłam studia,
wyprowadziłam się za granicę,
miałam operację szczęki,
tym samym pozbyłam się aparatu na zębach,
pierwszy raz leciałam samolotem,
pierwszy raz byłam we Włoszech,
pierwszy raz bawiłam się w couch surfing,
pierwszy raz byłam w Paryżu,
mnóstwo pierwszych razów,
pierwszy raz samodzielnie malowałam pokój i nabyłam meble za własne pieniądze,
poznałam państwo Rodziców
i tak dalej.

To takie najbardziej znaczące lub bardziej widoczne rzeczy, które teraz przychodzą mi na myśl. Naprawdę było pięknie. Cały okrągły rok. Nie żałuję, jak to pisała Agnieszka Osiecka.


Ustawiłam sobie stół pod oknem i każdego wieczora wyobrażam sobie, że wyglądam właśnie tak, jak Carrie. Takie tam wypaczenia... 

Postanawiam przestać się przejmować i po prostu zacząć częściej pisać. Nie będę znaną blogerką, pisarką, publicystką, autorką, ale mogę pisać. Hej, Chustka pisała "zwykłego" bloga i jest nominowana do Oscara, to ci dopiero! 

Tymczasem mamy styczeń, a mnie na co dzień towarzyszy frustracja. Że nie zdążyłam, że nie wiem, że to nie ja na to wpadłam, że jeszcze nie jestem gotowa. Może Julian ma rację twierdząc, iż w styczniu wszyscy są lekko sfrustrowani, bo o ile początek nowego semestru jest zawsze dość przyjemny, bo człowiek w nowym mieście, nowe lokum, nowi ludzie, nowe studia, potem są święta, więc też nie najgorzej, a potem w styczniu już nie jest tak wesoło, bo nagle się budzimy w ręką w nocniku. I zaczyna się maraton, i zaczynają się wątpliwości, i powątpiewanie we własne możliwości i porównywanie się z innymi, bo ona, bo ten, bo tamten. 

Słucham utworów z tekstami Agnieszki Osieckiej. Co mam zrobić, jeżeli najpiękniejsza książka, jaką kiedykolwiek czytałam, "Listy na wyczerpanym papierze", nie została przetłumaczona na niemiecki? 

Brak komentarzy: