niedziela, 8 lutego 2015

#570

Sok pomarańczowy, ciemny chleb z Nutellą i Chilli Zet.

Semestr zimowy się skończył. Oficjalnie kończy się co prawda pod koniec marca i do tego czasu muszę też stworzyć cztery prace semestralne, ale skończyło się chodzenie na zajęcia, referaty (o, przeklęte niech będą referaty!), niedosypianie, stres i targanie przyciężkiej torby.

Połknął, przeorał i wypluł mnie z powrotem ten semestr zimowy. Studiować tak naprawdę zaczęłam może w grudniu. Wcześniej uczęszczałam tylko na zajęcia, ewentualnie sprzedawałam Glühwein, dlatego styczeń był taki intensywny. Zapominałam momentami o bożym świecie, że jestem jeszcze ja, moje życie, zachcianki i moje potrzeby, np. sen. Zawsze po opadnięciu takiego stresu przypomina mi, że są rzeczy, które lubię, a o których w intensywnym czasie nie pamiętam. Lubię i zawsze lubiłam przecież The Strokes. Arctic Monkeys. Awokado na tostach. Lubię serial "Girls". I czytać Codziennik Feministyczny. Zapomniałam, że lubię nosić spódniczki i biegałam w uniformie składającym się z czarnych spodni i białego swetra. Lubię chodzić do fryzjera i nie lubię jak moje włosy tak smutno wiszą. Lubię ten cień do powiek o kolorze taupe. Lubię życie. Nie lubię wygłaszać referatu.

A dziś niedziela i świeci słońce.
Trzeba włożyć futro, umalować usta, wziąć książkę i pójść na kawę. W domu nie potrafię czytać książek za bardzo, przyzwyczaiłam się, że w domu to czytam artykuły online. Książka w domu jakoś tak się nie godzi. Jakoś mi za cicho, za smutno, za spokojnie. Wolę się trochę rozproszyć w internecie. W kawiarni, bibliotece, pociągu lub na dworcu nie jestem taka samotna, wtedy można się zaszyć w lekturze.

Brak komentarzy: